Młodzi górą w Mastersie!

W dniach 22-23 kwietnia odbył się MTC Babolat Masters Zima 2016/2017 i można śmiało powiedzieć, że była to jedna z najlepszych dotychczas edycji, pełna wyrównanych spotkań, które rozstrzygały się w tie breakach lub w trzech setach. Masters obfitował w niespodzianki, a najlepszym podsumowaniem niech będzie to, że w finale grali dwaj debiutanci. Cóż idzie nowe.

Dwunastka zawodników była podzielona na 4 grupy, a z każdej do ćwierćfinału awansowali dwaj najlepsi graczy. Jako pierwsza do rozgrywek przystąpiła grupa C, uznawana przez wszystkich za grupę śmierci. W pierwszym spotkaniu Bartek Cherka wygrał z Piotrem Pacholczykiem dopiero po tie breaku 5/7 6/3 7/2, ale nie to było najważniejszą informacją z tego meczu. Niestety podczas tego meczu Piotrek nabawił się kontuzji łokcia i musiał poddać kolejny mecz przeciwko Maćkowi Sośnickiemu. Tym samym ostatni mecz grupowy zadecydował o tym, kto awansuje do fazy pucharowej z pierwszego miejsca. Było to zdecydowanie najlepsze spotkanie całego turnieju! Maciek starał się prowadzić grę, mocno atakował, a Bartek świetnie kontrował, zaskakiwał świetnymi skrótami i skutecznymi akcjami przy siatce. Chłopaki zagrali ofensywnie, było dużo długich wymian, które wygrywane były głównie winnerami. Ostatecznie górą był Bartek Cherka, który wygrał 6/4 6/3, a wielu obserwatorów oceniało, że zwycięzca ostatniego Mastersa jest po prostu bez formy, choć mieli się jeszcze przekonać w jak wielkim są błędzie…

W grupie A głównym faworytem był Robert Bartoszewicz, który pozycję lidera całego cyklu objął na kilka dni przed Mastersem wygrywając po raz pierwszy z Tomkiem Szałowskim. Robert w swym pierwszym spotkaniu pewnie wygrał z Mariuszem Mąką 6/2 6/2, aby potem być też góra w starciu z Patrykiem Sadowskim 7/5 6/2. Najmłodszy uczestnik Masters wygrywając z Mariuszem 6/2 7/5 zapewnił sobie zatem drugie miejsce w grupie i dalszą grę w turnieju.

W grupie B zdecydowanym faworytem to wygrania grupy był Tomek Szałowski. Zgodnie z przewidywaniami wygrał on wpierw z Januszem Nowakowskim 6/4 6/2, by potem również być góra w spotkaniu z Piotrem Kwasiborskim 6/3 6/2. Rywale w ostatnim meczu musieli zatem toczyć bój o drugie miejsce w grupie. Chłopaki znają się od lat i o swej grze wiedzą wszystko, więc nie mogli się niczym zaskoczyć. Mimo wyrównanej walki w pierwszym secie, to jednak Janusz Nowakowski wygrał mecz 7/5 6/3 i to on wyszedł z grupy.

W grupie D jako pierwsi na kort wyszli Czarek Pytel i Grzegorz Janzen. Od początku rysowała się przewaga tego pierwszego, który grał ofensywnie, mocno, a do tego skutecznie serwował, budując przewagę w wymianach. Grzegorzowi nie można było odmówić woli walki, gdyż biegał do wszystkich piłek, ale to Czarek wygrał to spotkanie 6/4 6/3. By pozostać w turnieju Janzen musiał w swym drugim meczu wygrać z Krzyśkiem Zbyraszem. O ile w meczu było dużej więcej dłuższych wymian, jako że obaj nie grają za mocno, to jednak ogranie i cwaniactwo tenisowe Krzyśka zadecydowało o jego wygranej 6/4 6/3. Ostatni mecz grupowy decydował zatem o tym, kto wygra grupę. Czarek nawiązał walkę w pierwszym secie, ale przegrał 6/4 i wyraźnie odpuścił drugiego seta, by nie tracić sił przed meczem ćwierćfinałowym.

Pierwsi na kort w fazie pucharowej wyszli Janusz Nowakowski i Bartek Cherka – było to spotkanie rutyny i młodości. Panowie już grali ze sobą kilkakrotnie wcześniej i były to zazwyczaj długie spotkania. Tym razem jednak Bartek zagrał równo i nie dał się wciągnąć w grę Janusza, wygrywając 6/4 6/2. W drugim spotkaniu doszło do dużej sensacji. Skazywany na porażkę Maciek Sośnicki zaskoczył wszystkich i pokonał Tomka Szałowskiego. Mimo że w pierwszej partii przegrał 5/7, to w drugim secie zagrał bardzo skutecznie i ofensywnie rozstrzygając go na swą korzyść 6/2. W tie breaku trzeciego seta Maciek zachował więcej spokoju i dzięki wygranej 7/5 zameldował się w półfinale. Nie zabrakło również emocji w meczu Czarka Pytla z Robertem Bartoszewiczem. Ten pierwszy wygrał pierwszego seta 6/4 i wywarł wielką presję na liderze Challenge’a. Robert wziął się w garść w drugim secie i wygrał go 6/3. O awansie do półfinału musiał zatem zadecydować tie break. W nim lepszy był Robert, który wygrał go 7/5. Do największej sensacji i niespodzianki doszło jednak w meczu Krzyśka Zbyrasza z Patrykiem Sadowskim. Panowie grali ze sobą wcześniej dwukrotnie, a oba mecze kończyły się bardzo wysokimi wygranymi Krzyśka. Początek spotkania nie zapowiadał zmian tej sytuacji. Krzysiek szybko odskoczył na 5/2, ale wtedy koncertowo zaczął grać Patryk i wygrał kolejne 5 gemów. Podobnie wyglądała sytuacja w drugim secie. Krzysiek znów wyszedł na prowadzenie 5/2, aby potem stracić przewagę. Tym razem jednak o rozstrzygnięciu musiał zadecydować tie break, w którym żelaznymi nerwami wykazał się ponownie Patryk Sadowski. Wygrana 7/5 była przepustką do półfinału.

W pierwszym półfinale spotkali się podopieczni trenera Rafała Kabulskiego. Pierwszego seta wygrał Bartek Cherka 6/3, co wyraźnie zmobilizowało Roberta Bartoszewicza do lepszej gry. Robert w drugim secie dość często zaczął chodzić do siatki, co wyraźnie zaskoczyło Bartka. Po świetnej grze Robert wygrał drugiego seta 6/1, zatem o awansie do finału musiał zadecydować super tie break. W nim panowie szli łeb w łeb, ale w samej końcówce Robert zepsuł dwie stosunkowo proste piłki przy siatce, co zdecydowało o wygranej Bartka 10/8. Niemniej emocji było w drugim półfinale. Faworytem był Maciek Sośnicki, który dotychczas zawsze wygrywał z Patrykiem Sadowskim. Pierwszy set, który zakończył się wygraną Maćka 6/3 potwierdzał tylko te przypuszczenia. Zwłaszcza że w drugim secie Maciek przełamał Patryka i wyszedł na prowadzenie 4/3. Ponownie to jednak Sadowski junior pokazał, że ma nerwy ze stali i wygrał kolejne 3 gemy dwukrotnie przełamując rywala i doprowadzając do super tie break’a. Od samego początku sporą przewagę wypracował sobie Patryk, który prowadził 5/1, by potem tylko utrzymać przewagę i rozstrzygnąć tą partię 10/4.

Finał był zatem spotkaniem dwóch debiutantów w challenge’u, jak i również spotkaniem dwóch najmłodszych uczestników naszych rozgrywek. Nie sposób było zatem mieć refleksję, że idzie nowe, że następuje zmiana pokoleniowa, choć z drugiej strony turniej Masters zawsze rządził się swoimi prawami i zawsze zaskakiwał wynikami. Od początku finał toczył się w wolniejszym tempie, widać było, że rywale boją się popełniać błędy, a dodatkowo wcześniejsze 4 mecze musiały dawać się we znaki. W mecz lepiej wszedł Patryk, który w pierwszym secie przełamał Bartka, a następnie utrzymał przewagę wygrywając pierwszego seta 6/3. W drugim secie Bartek grał bardziej regularnie, zaskakiwał szczególnie świetnym dochodzeniem do skrótów granych przez rywala, który to też zaczął popełniać więcej błędów. W efekcie obaj nie potrafili odskoczyć, a o rozstrzygnięciu tej partii musiał zadecydować tie break. W nim znów przewagę wyrobił sobie Patryk, który prowadził 3-0, potem 4-2, by potem dać się dogonić na 4-4 i odskoczyć ponownie na 6-4 i mieć dwie piłki meczowe. Pierwszą, Bartek wybronił, ale w drugiej Patryk zagrał ofensywniej, poszedł do siatki i zakończył mecz smeczem. Oczywiście nie mogło zabraknąć hymnu „Nic się nie stało” odśpiewanego przez niezastąpiona Lożę Szyderców dla Bartka po zakończeniu meczu.

Na zakończenie turnieju doszło do rozdania nagród ufundowanych dla uczestników Mastersa przez sponsorów – firmę Babolat oraz organizatora Morelowa Tennis Club. Zapraszamy do zapisów do letniej edycji MTC Babolat Challenge 2017 – zgłoszenia przyjmujemy mailowo pod mtc@tenismtc.pl, telefonicznie 22 811 59 77 lub osobiście w recepcji klubu.

Zapraszamy do obejrzenia galerii z Turnieju Masters –> TUTAJ <--